Plaża, morze, Franek

Nasz wyjazd wakacyjny w czasie COVID-19

Mimo obaw o COVID-19 podjęliśmy decyzję o wyjeździe na sześciodniowy urlop. Aby nie było jednak konsternacji, jacy to jesteśmy nieodpowiedzialni, już teraz spieszę z wyjaśnieniem, że wyjazd miał miejsce 23.06.2020, czyli dobry miesiąc po ściągnięciu obostrzeń.

Wczasy?

Celowo napisałem na urlop, a nie na wczasy, ponieważ co to za wczasy, w których nie można korzystać ze wszystkich dobrodziejstw wolnego. Przygotowania do urlopu odbywały się normalnie, tak jak to miało miejsce już wcześniej. Nie było jakiś dziwnych zaleceń jak dodatkowy skafander ochronny na wypadek ataku zombie, czy kije do rozganiania ludzi. Jedynym „innym” elementem, którego wcześniej nie mieliśmy, były maseczki ochronne i rękawiczki lateksowe, które sprawdziły się przede wszystkim na trasie i w sklepach. 

Naszym celem wyprawy tym razem było polskie morze, a dokładnie niewielka miejscowość niedaleko Władysławowa. Chłapowo. Czas wyjazdu tak ustawiliśmy, że było jeszcze przed sezonem – a już po długim weekendzie (po Bożym Ciele), co miało nam zagwarantować mniejsze tłumy. I trafiliśmy w sedno.

Mapa Chłapowo
Tu byliśmy

Podróż niespiesznie trwała osiem godzin z niewielkim hakiem, bo o dziwo chłopaki dobrze ją znosili i nie trzeba było się często zatrzymywać. Tam, gdzie to było koniecznością, jak tankowanie czy siusiu, zachowywaliśmy środki ostrożności i odstępy od innych. Maseczka i rękawiczki towarzyszyły nam w takich miejscach zawsze. I tu niemiła niespodzianka. Jako jedni z nielicznych tak robiliśmy.

Nocleg

Domek, który wynajmowaliśmy, był czysty, zadbany i nowy, a w środku znajdował się płyn do dezynfekcji i karteczka z informacją o przeprowadzonym sprzątaniu. To dawało nam dodatkowe poczucie bezpieczeństwa, bo skoro ktoś zadał sobie trud przygotowania takich drobiazgów, to reszta zapewne również była ok. Domek czekał na nas już otwarty z kluczami w środku, więc kontaktu z właścicielką nie mieliśmy do czasu uregulowania płatności.

Był to niewielki dwupoziomowy domek, który wg oferty mógł pomieścić siedem osób – ale szczerze, nie widziałbym tego :). Nasz domek był jednym z ośmiu na terenie, gdzie centralnym miejscem był plac zabawa. I tu pierwsze wątpliwości. Wszystkie dzieci z osiedla domków bawiły się razem i choć rodzice utrzymywali dystans od siebie, to dzieci wymieniały się wszystkimi bakteriami, jakie tylko „znalazły”.  

Leżing

Ten wyjazd odbywał się pod hasłem „leżing-smażing”, więc każdą chwilę spędzaliśmy na odpoczynku na plaży, budując zamki z piasku i opalając tyłki. Tak, tak czasem było słońce 🙂 W morzu ze względu na lodowatą wodę kąpałem się raz. Dzieci, bez przerwy. Ale jak to dzieci, te nic nie rusza. Nie mieliśmy parcia na zwiedzanie, a mimo tego udało nam się zwiedzić kilka ciekawych miejsc.

Gwiazda Północy, początek Polski i my

Poza przyjemnością spędzania czasu na plaży, zjeździliśmy okoliczne miejscowości jak Jastrzębia Góra, Władysławowo, czy Hel i zwiedziliśmy różne atrakcje jak np Gwiazdę Północy, czyli najdalej wysunięta część Polski na północ, początek Polski czyli punkt na Helu, gdzie wszystko się zaczyna i latarnie morskie w Karwi. Biorąc pod uwagę, że wypad był sześciodniowy, to i tak niezły wynik.

Moim osobistym sukcesem, którym mogę się poszczycić był ośmio-kilometrowy bieg po plaży z Chłapowa do Jastrzębiej Góry i to jeszcze przed śniadaniem, kiedy nie było żywej duszy na plaży. Było pobudzająco.

Plaża, piasek, wydmy
To nie zdjęcie z biegu, ale dowód, że ludzi nie było dużo
Co z wyjazdu przywieźliśmy

I tak w nastroju rozleniwienia i odpoczynku minął nam ten czas. Jak z każdego wyjazdu i z tego przywieźliśmy swoje przemyślenia i uwagi.

  • Pierwsze niechlubne dotyczyła podejścia ludzi do pandemii – pandemii nie ma i nigdy nie było.
  • Drugie już chwalebne – kierowcy uczą się jazdy po autostradzie
  • Trzecie – zrobiło się drogo nad polskim morzem i następnym razem zastanowimy się trzy razy czy wyjechać właśnie tam.
  • Czwarte – ludzie w końcu przestali odgradzać się wiatrochronami.

Sam wyjazd i wypoczynek w tym specyficznym czasie uznaje warunkowo za udany. Brak możliwości jedzenia w restauracji, brak swobodnego przemieszczania się po okolicy, uczucie braku rozluźnienia i stałego kontrolowania terenu skutecznie psuły ten czas. Trudno. 

Szymon

///


Szymon Lubiński

OJCIEC | MĄŻ | PROGRAMISTA | MARZYCIEL | ROWERZYSTA | ENTUZJASTA | RANNY PTASZEK | PODRÓŻNIK | YOUTUBER

Każdy ma swoje idee, przemyślenia czy doświadczenia. W tym blogu postaram się opisać swoje, które dotyczą problemów i rozterek wychowawczych z perspektywy taty programisty.