Śmierć dziadka i emocje w domu. Jak przebrneliśmy przez ten trudny czas.

Czas żałoby jest trudnym i smutnym okresem. Do głosu dochodzą wtedy smutek, żal, niedowierzanie i gniew. W natłoku pogrzebowych spraw do załatwienia łatwo zapomnieć o emocjach dzieci. 

Tak było i u nas. Mój starszy syn po raz pierwszy zetknął się z odejściem bliskiej osoby w wieku siedmiu lat. W dniu 03.03.2020 o godzinie 12:05 w szpitalu w wieku 63 lat opuścił nas dziadek Roman. Śmierć nadeszła niespodziewanie. Nie byliśmy przygotowani na tak nagłe odejście i nikt nawet nie przypuszczał, że może to mieć miejsce, a co dopiero mówić o dziecku, z którym na temat przemijania i śmierci nigdy wcześniej się nie rozmawiało.

Jak przygotować dziecko na takie zdarzenie? Jak rozpocząć rozmowę? Czy własne emocje utrudniają dziecku zrozumienie całej sytuacji? Nie znaliśmy odpowiedzi na te pytania, ale wiedzieliśmy, że musimy je sobie zadać i wytłumaczyć dziecku co się stało.

Żaden moment nie był odpowiedni, dlatego zdecydowaliśmy się na rozmowę z dzieckiem zaraz po przedszkolu, kiedy rozbawienie i nakręcenie dziecka opadnie. Zaczęliśmy rozmowę od przedstawienia faktów i nakreślenia całego wydarzenia. O tym, że dziadek źle się poczuł i trafił do szpitala, o tym że lekarze choć bardzo się starali nie potrafili mu pomóc. Po pytaniu Franka, to kiedy dziadek będzie w domu, rozpłakaliśmy się. Franek jeszcze nie wiedział, dlaczego płaczemy ale solidarnie z nami również zaczął płakać. Wtedy to zrozumiałem, że nie możemy przenosić emocji na dziecko, że powinniśmy go poinformować o śmierci, a sami być wsparciem dla niego.

Dwa głębokie wdechy i wykrztusiłem z siebie złą wiadomość. O dziwo płacz Franka się nie nasilił tylko starał się być stonowany i poważny. Zrozumiałem, że starał się przegryź i przetrawić to co właśnie do niego powiedziałem. Wtuleni posiedzieliśmy dłuższą chwilę i spytałem czy chciałby o czymś z nami porozmawiać, czy o coś nas zapytać. Zapytał o zabawkę. Nie wiem, czy to była forma ucieczki przed całą sytuacją czy tak łatwo przetrawił tą wiadomość.

W tym trudnym okresie bardzo mało czasu spędzałem z dziećmi. Na przygotowaniu pogrzebu i załatwieniu wszystkich formalności spędziłem cztery dni pokonując w sumie 1100km. Wyjeżdżałem wcześnie rano i wracałem wieczorem. Trudno jest mi więc powiedzieć, czy w tym czasie dzieci potrzebowały mnie bardziej niż zazwyczaj. 

Pogrzeb odbył się w piątek, trzy dni po śmierci dziadka o godz 11:00. Ze względu na całe wydarzenie podczas pochówku, nie mogliśmy być z naszymi dziećmi. Frankiem i Antkiem w kościele zaopiekowała się druga babcia.  Po pochówku przyszedł czas na stypę i ‚przypomnienie’ sobie rodziny, której nie widziało się kilkanaście lat. Wszyscy rozmawiali, uśmiechali, czuli się swobodnie i zaczepiali Franka i Antka jacy to nie są śliczni i grzeczni. Podejrzewam, że ze stypy dzieci wyszły z założenia takim, że jest to zwykły obiad, przy którym mile spędzamy czas i bawimy się. 

I tak oto w cztery dni pożegnaliśmy 63 lata wspomnień, miłości i opiekuńczości. Po ceremonii pogrzebu już więcej nie rozmawialiśmy z Frankiem na temat całej sytuacji, przemijania i śmierci. Nie wiem czy słusznie…

Żałuję, że w tym trudnym dla siebie i dla dzieci czasie nie mogliśmy więcej czasu spędzić razem, porozmawiać, wspierać się i pocieszać. 

Dziadku kochamy i będziemy starać się aby Twoje wnuki o Tobie nie zapomniały.


Szymon Lubiński

OJCIEC | MĄŻ | PROGRAMISTA | MARZYCIEL | ROWERZYSTA | ENTUZJASTA | RANNY PTASZEK | PODRÓŻNIK | YOUTUBER

Każdy ma swoje idee, przemyślenia czy doświadczenia. W tym blogu postaram się opisać swoje, które dotyczą problemów i rozterek wychowawczych z perspektywy taty programisty.