Okulary Swanwick

Swanwick glasses – great, but NO

Pracując przed komputerem i wlepiając oczęta w świecące okienko, nieraz kończyłem dzień z bolącą głową i piekącymi oczami. Jakoś specjalnie się tym nie przejmowałem, bo taka charakterystyka pracy i coś musi przecież boleć.

Ach te początki

I tak zapewne długo by to jeszcze trwało, gdyby na mój komputer służbowy nie został wgrany flux, program do regulacji intensywności świecenia monitora i  zmiany nasycenia barw (czy jakoś tak). Z programu korzystałem niezbyt długo, ponieważ denerwowało mnie automatyczne dostosowanie wyświetlania kolorów i intensywności na podstawie zmiany pory dnia i pogody. Program przez moich kolegów zachwalany i doceniany, dla mnie stał się irytującym narzędziem.

Dzięki niezadowoleniu z tej aplikacji zacząłem zagłębiać się w temat ochrony oczu i szukałem alternatyw dla flux zarówno po stronie software’u jak i hardware’u. I znalazłem. Znalazłem takie ustrojstwo, co było zachwalane przez wszystkich i wszędzie, a co zwie się Swanwick.

Co to za cudo?

Swanwick to nic innego jak okulary do ochrony oczu przed światłem niebieskim made in USA. Skuszony recenzjami zamówiłem. Niestety nie ma polskiej dystrybucji, więc zamówienie zostało zrealizowane bezpośrednio ze strony producenta https://www.swanwicksleep.com, a całkowity koszt, jaki poniosłem to 87,07 USD, co przy kursie dolara na dzień 05.04.2021 wyniosło 354,67 PLN. Po miesiącu oczekiwania nadeszła długo wyczekiwana … koperta. Tak, przesyłka zza wielkiej wody była wysłana do mnie kopertą bąbelkową, a w środku twarde opakowanie i okulary. Aż dziw, że nic się nie podziurawiło i nie poprzecierało.

Szybko wyciągnąłem mój prezent dla oczu i położyłem na biurku. Śliczne czarne okulary, wykonane z twardego, błyszczącego plastiku. Wszystko spasowane jak należy, a i rozmiar jak na moją wielką łepetynę w sam raz. W przesyłce była jeszcze szmatka do czyszczenia okularów, ulotka i nalepka z napisem Swanwick.

Swanwick na dzień

Nie do końca takie, jakie sobie wymarzyłem

Myślę sobie – „o produkt klasy premium z Ameryki, uklęknę, nim je założę”. Co prawda nie uklęknąłem, ale założyłem i … coś było nie tak. Widziałem swoje oczy. Odbijały się w szybkach. Nie nosiłem wcześniej okularów, więc nie wiedziałem, czy tak ma być. Szybkie rozpoznanie tematu i zagadanie do osób, które na co dzień noszą okulary i wyszło szydło z worka. Moje okulary nie miały powłoki antyrefleksyjnej. Okulary za blisko cztery stówki nie mają takiej warstwy. Wstyd.

Oczywiście napisałem do firmy Swanwick maila z opisem moim obserwacji i zapytaniem, czy to umyślny zabieg, czy tylko błąd w produkcji i akurat mnie się takie trafiły. Po tygodniu czekania otrzymałem informację zwrotną, że bardzo się cieszą, że zakupiłem ich produkt i wystawiłem opinie, i w ramach tej mojej aktywności dostałem 15% zniżki na drugą parę. WTF.

I kicha

Zwariowałem. Przecież nie od dziś wiadomo, że jakiekolwiek reklamacje w USA załatwiane są od ręki, a jakakolwiek skarga traktowana jest bardzo poważnie. Czy do klientów na starym kontynencie podchodzi się inaczej? Nie wnikam. Ze względu na koszt przesyłki nie odsyłam i nie polecam. A z okularów korzystam kiedy czuję nadchodzące pieczenie oczu.

Szymon

//