Przekreślony Projekt Lubinkowo

Gorzki Smak Porażki

To miał być wpis, w którym z pełną dumą i radością przedstawiam nowy projekt. Miałem z wielkim entuzjazmem zaprezentować owoc mojej wielomiesięcznej pracy i dzieło dziesiątek spalonych godzin. Miały być fanfary, gratulacje, fajerwerki i drinki. Żadna z tych rzeczy jednak nie będzie miała miejsca. Powód: porażka.

Wielkie oczekiwania

Wystartowałem z nowym projektem o nazwie Lubinkowo, którego szczegółów nie będę zdradzać w tym wpisie, a do którego przygotowania zajęły mi długie miesiące. Na budowaniu samych fundamentów poświęciłem cztery miesiące, w których rozpoznawałem rynek, wertowałem dziesiątki stron i czytałem setki wiadomości. Dokształcałem się każdego dnia, a nawet ukończyłem dwa kursy, które miały mi pomóc wystartować. To miał być ten złoty strzał, który miał zmienić kierunek mojej drogi do lepszego ja.

Porażka

Termin ustawiony, miejsce zaklepane, trzy dni na realizację zadania i powrót z ogromem materiału. Wynik: brak materiału, spadek samooceny, niechęć do dalszego działania, kryzys mentalny i fizyczny. To jak oblać egzamin dojrzałości, do którego przygotowujesz się latami i na końcu okazuje się, że nie zdałeś, bo przerabiałeś nie ten materiał co trzeba, pytania były pisane pod kogoś innego, a cały poświęcony czas były psu na budę.

Zaskoczenie

Wróciłem do domu pełen rozgoryczenia, niechęci i gniewu przeplatanego ze smutkiem. W mojej głowie na okrągło krążyły myśli, dlaczego tak się stało? Gdzie popełniłem błąd? Czego jeszcze nie wiem/nie nauczyłem się?

Co się ze mną dzieje?

Piszę ten wpis na gorąco cztery dni po powrocie i emocje, o których piszę, dalej krążą mi w żyłach. Tym wpisem chcę oczyścić wątrobę, poukładać myśli i podsumować to co się wydarzyło. Choć przerobiłem programy Rafała Mazura (zenjaskiniowca.pl) i wiem, że to, co się wydarzyło, powinienem traktować tylko i wyłączenie jako informację zwrotną nie nadając jej osobistej wartości, to nie jestem w stanie przejść z tym do porządku dziennego.

Ratunek

Wiedziałem jedno. Z tymi emocjami sam sobie nie poradzę i potrzebowałem pomocy osób, które przechodziły przez to samo. Do twórców, którzy są daleko przede mną, którzy prowadzą projekty, publikują na YouTube i piszą własne blogi, wysłałem wiadomości. Skąd znam takich ludzi?  A no nie znam. Znalazłem takich ludzi na grupach na Facebook i zadałem im pytania. Nie żaliłem się, zadałem pytania: Jaki był ich start? Jak radzili sobie z porażkami? Czym się kierowali? Co ich napędza? Odzew był 100%. Każda osoba na swój sposób próbowała odpowiedzieć na zadane pytania i choć odpowiedzi były wyczerpujące i rzetelne to nie potrafiłem przypasować ich do siebie.

Lewy, czy nie?

Była jednak jedna rzecz, która powtórzyła się u każdej z nich. Porażka. Okazało się, że to nie tak, że ja jestem jakiś lewy czy wybrakowany, tylko każdy w mniejszym lub większym stopniu poległ na pewnym etapie swojej drogi, a próbowanie i powtarzanie jest nieodzownym elementem ich twórczości.

Wnioski?

Niby mnie to uspokoiło i dało do myślenia, ale nie potrafię pozbyć się negatywnej emocji, która ciągle krąży mi w żyłach i przypomina, że zawiodłem. Ale z tym muszę poradzić sobie już sam, bez niczyjej pomocy.

Dzisiaj, po czterech dniach wiem jedno – koniecznie muszę zrobić rekompozycję swojego projektu. Raz jeszcze przemyśleć początkowy etap i zaplanować następny. Może jak uda mi sie to zrobić, to negatywne emocje miną i chęć do działania znowu powróci.

Czas pokaże.

Szymon

//