Nauczył Mnie, Jak Zmieniać Moje Marzenia w Cele

Ogarnianie życia jest łatwe

Z tą myślą żyłem sobie spokojnie do 10.01.2013, kiedy to na świat przyszedł mój pierwszy syn, Franek. To był ten moment, w którym to obudziłem się z ręką w nocniku. Zero pomysłu na siebie, zero perspektywy, zero przygotowania. Wmawiałem sobie, że to chwilowe, że minie jak syn skończy miesiąc, roczek może dwa. Nie skończyło się. Mijał dzień za dzień, miesiąc za miesiącem, a ja w ciągłej stagnacji czekałem na cud, który miał się wydarzyć. Miałem wrażenie, że w tym czasie cały świat ucieka i wyprzedza mnie o lata. Ogarniała mnie frustracja, gniew, który z czasem przelewałem na moich bliskich. A cudu jak nie było, tak nie było.

Narodziny

Przypadek spowodował (i zapewne algorytmy YouTube), że trafiłem na odcinek, w którym to jakiś człowiek opowiadał o tym, jak robi budżet domowy. Zaciekawiło mnie to, bo choć jestem programistą, a jak powszechnie wiadomo, programiści dobrze zarabiają(sic!), to ledwo dopinałem miesiąc. W trudniejszych chwilach posiłkowałem się kartą kredytową, którą trzeba było spłacić. I tak spirala długu zaciskała mi się na szyi. Wdrożyłem ten sam mechanizm gospodarowania pieniędzmi co bohater filmu i choć nie było spektakularnych sukcesów, to coś drgnęło w mojej głowie. Najważniejsza nie była jednak chęć oszczędzania, ale poczucie kontroli, które zyskałem. Solidnego kopniaka, którego potrzebowałem. I tak rozpoczęła się moja przygoda z Mirkiem i jego trzema poziomami.

Miro, Mireczek

Kim jest ten Mirek? Krótko swoimi słowami mogę napisać, że jest to człowiek, który wdraża w swoje życie, te wszystkie produktywne i coachingowe „brednie” i odsiewa tylko te, które są wartościowe i nimi się dzieli. Mirek zdumiewa mnie swoją charyzmą, nieugiętą postawą i zapałem do działania. Przez ostatnie trzy lata prowadził Daily VLOG. Tak, tak, publikował filmy na YouTube przez 1095 dni (teraz jest jeszcze tego więcej i ciągle rośnie). Przedstawiał swoje działania, pokazywał swój dzień, swoją rodzinę i napędzał do działania. To człowiek, który zrezygnował z etatu. Założył firmę i pokazał jakie trudności napotkał na drodze do osiągnięcia sukcesu. I to wszystko w formie codziennego filmu.

Trzy poziomy

A co to są te trzy poziomy. To nic innego jak plan działania. Zasada jest prosta, wyobrażasz sobie co chciałbyś osiągnąć i jakie trzy kroki trzeba zrobić, aby ten cel osiągnąć.

Przykład: Przebiegnę maraton

  • Poziom 3: Ukończę maraton
  • Poziom 2: Przebiegnę 20 kilometrów
  • Poziom 1: Pokonam 5 kilometrów

O ile przebiegniecie maratonu brzmi jak coś zupełnie abstrakcyjnego, to przebiegnięcie pięciu kilometrów już takie nie jest. Na tej zasadzie można rozpisać wszystkie swoje cele, wraz z kolejnymi krokami jak do nich dojść.
Przy pierwszej próbie rozpisałem ponad pięćdziesiąt celi – tak bardzo brakowało mi organizacji i działania, że jak pojawiło się światełko w tunelu, to naraz chciałem wszystko osiągnąć – najlepiej w jednej chwili. Część odpadła już po tygodniu, większość po miesiącu, a na końcu została tylko garstka, które realizuję po dziś-dzień. I wcale nie muszą to być cele, które zwalą z nóg cały świat. Mogą to być małe, proste cele, które zawsze chciałeś zrealizować, ale zawsze coś stało na drodze. Najważniejszą zasadą tego mechanizmu jest uczciwość, uczciwość względem siebie i czas.

Własne cele bez określenia czasu są tylko marzeniami.

Nic za karę

Skoro coś sobie zaplanowałem i rozpisałem, to tego się trzymałem. Nikt za karę tego mi nie dał do zrobienia. To ja sam. Więc kiedy nadchodził dzień wspomnianego Poziomu 1: Przebiegnę 5 kilometrów, to spinałem poślady i robiłem krok, potem drugi, aż do osiągnięcia wyznaczonych poziomów.Nie wszystko od zaraz było łatwe. W pierwszym podejściu przebiegłem rekordowe tylko trzy kilometry.  Byłem szczęśliwy. Mimo braku pogody, niechęci, braku stroju do biegania (wymówek naprawdę miałem dużo) to ruszyłem dupę i zacząłem działać. A co się dzieje po osiągnięciu któregoś z poziomów. Czary. Czary w myśleniu, postawie, mentalności i działaniu. Nagle wszystko stawało się możliwe, realne. Moje pesymistyczne nastawienie znikało, chciało się działać, cały czas więcej i więcej. Do tego dochodziły nagrody. Tak, za swój trud sam siebie nagradzałem. Za osiągnięcie poziomu pierwszego kupowałem butelkę 12yrs whisky, za poziom drugi – gadżet, za poziom trzeci – wyjeżdżałem z rodziną gdzieś odpocząć.

Win or learn

Cały czas moje cele ewoluowały, co zresztą jest częścią całego procesu, dodawałem nowe, zmieniałem istniejące, rezygnowałem, ale nie przestawałem działać. To daje mi siłę na kolejny dzień. Nie mam poczucia straconego czasu i bezsilności. Mimo że nie wszystko się udaje, to nie przestaję robić. Jak powtarza John Kavanagh „Win Or Learn” – albo zwyciężam, albo się uczę, ale nigdy nie przestaje działać.

Jakie cele realizuję i co udało mi się osiągnąć dzięki trzem poziomom? To już temat na zupełnie oddzielny wpis.

Kto nie zna Mirka wiele traci. Polecam jego kanał na YouTube i kurs trzy poziomy. Najlepiej oglądać odcinki od pierwszego, z każdym kolejnym widać cały progress i rozwój Mirka. 

Mirka i jego trzy poziomy można znaleźć na:

Biznes – https://akademia.pl/miro

Historia Mirka – https://trzypoziomy.pl/o-mnie-w-10-sekund

//